Pielgrzymka do Jordanii i Ziemi Świętej (11–21 lutego 2026)
„Uradowałem się, gdy mi powiedziano: «Pójdziemy do domu Pana!»” (Ps 122,1)
Wróciliśmy z pielgrzymki do Jordanii i Ziemi Świętej i jeszcze trudno nam poukładać w głowie to wszystko, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy. Byliśmy małą grupą z naszej parafii, a jednak mieliśmy wrażenie, jakby Pan Bóg prowadził każdego z nas osobno – dokładnie tam, gdzie akurat najbardziej potrzebował.
Zaczęliśmy w Jordanii. Już od pierwszego dnia czuliśmy, że to będzie coś więcej niż zwykły wyjazd. Zwiedziliśmy Cytadelę w Ammanie, potem pojechaliśmy do biblijnej Gadary – widoki były niesamowite: Jezioro Galilejskie, Wzgórza Golan i Hermon. W Jordanii naszym przewodnikiem był Radek – Jordańczyk, który studiował w Polsce. Dzięki temu łatwo było się z nim dogadać, a jego opowieści pomagały nam zrozumieć kraj i ludzi, których spotykaliśmy. Ogromne wrażenie zrobił na nas też Dżarasz (Jerash) – rzymskie miasto, ruiny, kolumny, ulice… człowiek patrzy i myśli: ile pokoleń tu było przed nami.
Bardzo mocnym momentem była Betania nad Jordanem – miejsce chrztu Pana Jezusa. Tam odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne. To nie było „tylko” odczytanie słów, ale takie prawdziwe zatrzymanie się: przypomnienie sobie, że należymy do Boga i że wiara to coś więcej niż przyzwyczajenie. Zatrzymaliśmy się też w miejscu, gdzie według tradycji prorok Eliasz został wzięty do nieba na ognistym rydwanie. Potem była Góra Nebo – spojrzenie na Ziemię Obiecaną robi ogromne wrażenie, bo człowiek pamięta, że Mojżesz patrzył stamtąd tak samo. W Madabie widzieliśmy mozaikę-mapę z VI wieku, , a przy Ain Musa przypominaliśmy sobie wydarzenie, w którym Bóg przez Mojżesza dał ludowi wodę ze skały.
No i Petra… To jest coś, czego nie da się dobrze opisać. Człowiek idzie i nagle widzi te wykute w skale budowle – piękno i potęga. A potem pustynia: wycieczka samochodami terenowymi po piaskach i skałach, a na końcu nocleg w obozie beduińskim. Cisza, gwiazdy, prostota. To był moment, kiedy w sercu robiło się jakoś spokojniej.
Po przekroczeniu granicy ruszyliśmy do Betlejem, a po drodze zatrzymaliśmy się nad Morzem Martwym, gdzie mogliśmy zażyć kąpieli i chwilę odpocząć przed dalszą drogą. Potem Betlejem. Pole Pasterzy, a następnie Bazylika Narodzenia i Grota Narodzenia. Tam człowiek czuje się naprawdę mały. W miejscu, gdzie narodził się Jezus, łatwo o łzy i o wdzięczność.
Pojechaliśmy też do Ain Karem, gdzie nawiedziliśmy sanktuaria Nawiedzenia św. Elżbiety oraz Narodzenia św. Jana Chrzciciela. To miejsce ma w sobie dużo spokoju – aż chce się tam zostać dłużej.
Jerozolima była dla nas bardzo poruszająca. Góra Oliwna, „Pater Noster”, Dominus Flevit, Getsemani, Grota Pojmania, Bazylika Agonii, a także Grób Matki Bożej. Człowiek miał wrażenie, że te nazwy znane z książek nagle stają się żywe. Na Górze Syjon byliśmy w Wieczerniku i w kościele Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. A potem kościół św. Piotra in Gallicantu („przy pianiu koguta”). Świątynia ta upamiętnia miejsce, gdzie – według tradycji – św. Piotr zaparł się Pana Jezusa, a wcześniej Chrystus został uwięziony w podziemnej cysternie w pałacu arcykapłana Kajfasza. W takich miejscach człowiek inaczej patrzy na własne słabości i na to, jak Pan Jezus potrafi podnosić.
Przeszliśmy Via Dolorosa – Drogą Krzyżową. Każda stacja była przeżywana bardzo osobiście, w ciszy i skupieniu A Msza Święta w Bazylice Grobu Pańskiego… tego się nie zapomina. Modliliśmy się tam za całą naszą parafię i za tych, którzy prosili nas o modlitwę. Byliśmy też przy Murze Płaczu oraz na prezentacji „Doświadczenie Zmartwychwstania”.
Potem trochę odpoczynku dla oczu i serca: Jaffa, Cezarea Nadmorska i Stella Maris na Górze Karmel. Następnie Nazaret – Bazylika Zwiastowania, kościół św. Józefa i Muzeum Franciszkańskie. Tam szczególnie dziękowaliśmy Bogu za wiarę i za nasze powołanie, za to, że w codziennym życiu też można być blisko Boga.
Na końcu była Galilea – miejsce codziennego życia i nauczania Jezusa. – i to były ostatnie dni naszego pielgrzymowania. Jezioro Galilejskie, modlitewny rejs po jeziorze Genezaret, Góra Błogosławieństw, miejsca rozmnożenia chleba i prymatu św. Piotra, Kafarnaum – nazwane „miastem Jezusa”… To wszystko sprawia, że Ewangelia staje się jakby bardziej „zrozumiała sercem”. Naszą drogę zakończyliśmy w Kanie Galilejskiej, powierzając Bogu nasze rodziny i codzienne życie. Małżeństwa, które były na pielgrzymce, odnowiły swoje przyrzeczenia małżeńskie – było to bardzo wzruszające i szczere.
W Izraelu naszym przewodnikiem był ks. Bogdan – biblista, który z wielką pasją i głębią wprowadzał nas w znaczenie odwiedzanych miejsc, objaśniając je w świetle Pisma Świętego i przywołując konkretne fragmenty Ewangelii. Dzięki temu wszystko było jakby bardziej poukładane i żywe.
Na koniec chcemy z serca podziękować naszemu Księdzu Proboszczowi Zygmuntowi za umożliwienie nam udziału w tej pielgrzymce, za opiekę duszpasterską i za to, że mogliśmy przeżyć ten czas razem jako wspólnota.
Wróciliśmy do domu z wdzięcznością i z poczuciem, że Pan Bóg dał nam coś ważnego. I wierzymy, że owoce tej pielgrzymki zostaną w nas na długo.
„Pokój Tobie, Jeruzalem!” (por. Ps 122)